kiedy ta wyszła do fryzjera. Jak mawiała żartem Karolina - jej matka

401
normalne.
- Rzuć nóż. Liczę do jednego. Jed...
- Już wystarczy, że zatrudniłeś tego półgłówka. Łazi za dziewczynkami jak... - Słuchaj, Dena. Jestem szanowanym obywatelem, jednym z najbogatszych ludzi w Prosperity i spoczywa na mnie pewna odpowiedzialność. Dlatego czasem robię rzeczy, które z ekonomicznego punktu widzenia mogą uchodzić za akty miłosierdzia. Liczy się też kościół. Ojcu Jakubowi się wydaje... Och, i tak nie zrozumiesz. Chodzi o to, że nikt inny nie zatrudni Williego, a jest dobrym pracownikiem. Nigdy nie miałem z nim najmniejszego problemu. - Zacisnął zęby. Rex był dumny ze swojej dobroczynności. I nie miał zamiaru tłumaczyć, dlaczego zatrudnił Williego. Dena zrozumiała to już dawno, gdy Rex przygarnął tego półgłówka. Dostała wtedy szału, ale jej mąż był niewzruszony. Od tamtej pory, zawsze gdy ginęły narzędzia albo części zapasowe, nakłaniała Rexa, żeby zwolnił chłopaka, ale bez skutku. Rex nie miał zamiaru zmienić zdania. Zaciągnęła się papierosem. Nie spodobało jej się to, co zobaczyła w lustrze. Wyrzuciła viceroya do srebrnej popielniczki przy umywalce. Powinna rzucić palenie, bo od mrużenia oczu przed dymem zrobiły jej się kurze łapki. - Oboje wiemy, z czego słynie Brig McKenzie. Pije, chociaż jest niepełnoletni, i wdaje się w bójki. Bóg jeden wie, ile razy wyrzucili go z roboty. Idzie do łóżka z każdą kobietą, która mu się nawinie. - Nie wiesz, czy to prawda. To tylko małomiasteczkowe plotki. - Nie ma dymu bez ognia, Rex. Nie zapominaj, z jakiej rodziny pochodzi. Z rynsztoku. - Sunny McKenzie... - Jest brudną Indianką, a jej mąż, czy tam były mąż, był pijakiem z charakterkiem. - Odwróciła się od umywalki i spojrzała na męża. - Im więcej robisz dla tej rodziny, tym więcej się gada o tobie i tej... - Załamał jej się głos i zadrżała. - To też tylko plotki. - Ale ja to słyszę bez przerwy. Kiedy gram w brydża w klubie, siedzę u fryzjera, a nawet po mszy. Mówię ci, Rex, musisz przestać nadskakiwać Sunny i jej synom. - Innym rodzinom też pomagam. Kiedy mężowie nie mają pracy albo kiedy małe dzieci chorują... - ...albo się topią. Spojrzał na nią surowo. - To było dawno temu. Sunny potrzebowała pomocy. Mąż od niej odszedł. - Wiem, ale ludzie swoje gadają. - Wstrętne plotki dręczyły ją zawsze. - Wystarczy, że co tydzień chodzisz na grób Lucretii, ale... - Jej do tego nie mieszaj - powiedział tonem, którym zwracał się do niej tylko wtedy, gdy był naprawdę zły. Było w nim lekceważenie, zarezerwowane wyłącznie dla niej. Dobrze, da mu spokój z Lucretią, ale w sprawie Briga będzie nieugięta. - Posłuchaj, Rex. Oboje wiemy, że jedyną zaletą Briga McKenziego jest jego wygląd. Do tego jest cholernie sprytny. Wie, jak manipulować ludźmi, żeby dostać to, czego chce. Zobacz, jak okręcił sobie ciebie wokół palca. - Nie okręcił mnie - mruknął Rex, wchodząc do sypialni. Spojrzała na niego jak na idiotę. - Ten chłopak dobrze wie, co robi. Zapamiętaj moje słowa: będą z tego kłopoty, o jakich ci się nie śniło. - Wsunęła na nogi różowe pantofle i poszła za nim. Siedział na rowerze do ćwiczeń i pedałował jak szalony. Pot ciekł mu z czoła. Drzwiczki do szafki, w której stał telewizor, były otwarte. Za chwilę miał się zacząć ulubiony film Reksa, Aniołki Charliego. - Nie chcę, żeby Cassidy się koło niego kręciła. Chyba coraz bardziej jej się podoba. - Cassidy? Przecież to jeszcze dziecko! - A przyjrzałeś się jej dobrze, Rex? - Dena poczuła się dotknięta. Cassidy zawsze będzie dla Reksa tylko drugą córką, która nie dorównuje Angie. Nigdy wprawdzie tego nie powiedział, ale widać to było przy wielu okazjach. Denę to irytowało i raniło. - Nie interesuje się chłopakami. - Chłopakami nie. Tylko Brigiem. Łazi za nim jak cień. - Przez konia. To nie ma nic wspólnego z McKenziem. Rex, kiedy ty przejrzysz! Ona ma szesnaście lat i... Pamiętam, kiedy ja byłam w jej wieku. - Nie możesz jej zabronić chodzenia do stajni. Dena westchnęła. - Nie, ale mogę mieć ją na oku i dopilnować, żeby trzymała się z daleka od tego mieszańca. Angie nie mogę niczego zakazać, bo to twoja córka. Ale na twoim miejscu, zabroniłabym jej kręcić się przy nim. - Przecież tego nie robi. Dena potrząsnęła głową. - Rex, nigdy nie sądziłam, że jesteś idiotą, ale chyba myliłam się. - Usiadła na ogromnym łożu i poprawiła poduszki.
- Nie miałem pojęcia, co zamierzasz. Nawet nie przeszło mi
dokładnie dostaną, ale spodziewała się tanich rewolwerów kalibru 22.
Odetchnęła głęboka
pewnie umieściłby w nim kilka swoich najładniejszych kamyków.
Rozpacz zacisnęła jej na sercu zimne macki. - Nie pytałam cię, czy to był Brig. - Wszystko jej się trzęsło w środku. Willie wybiegł ze stajni. Słońce mocno prażyło. Od ziemi bił skwar, którego nie łagodził nawet najmniejszy powiew wiatru. Willie wybiegł przez furtkę na zakole strumyka Lost Dog, ku wierzbom, gdzie bawiła się jako dziecko, gdzie przyłapała Derricka z czarnowłosą dziewczyną, gdzie wśród kołyszących się gałęzi znalazł ją Brig. Usiadł na płaskim kamieniu i wpatrywał się w cienki strumień wody, który spływał w suchym jak pieprz wąwozie. Poczuł, że Cassidy stoi za nim, ale nie odwrócił się. - To się stało tutaj. Przy tym strumieniu. - Powiedział nagle zdławionym głosem. - To dlatego ogłupiałem. - Nie jesteś... - Jestem! Wiem, co o mnie mówią. Głupi jak but... półgłówek... porąbany jak kilo gwoździ bez łebka... stuknięty sukinsyn... idiota. Wiem, Cassidy. Poczuła głęboko w sercu ból. Dotknęła jego ramienia, ale strząsnął jej rękę. - Wiesz, że jestem twoją siostrą? - Nie rozumiem. - Mamy tego samego ojca. - Jestem za głupi, żeby to zrozumieć. - To... tak jak z końmi, Willie. Wiesz, że jeden ogier może być z różnymi klaczami i... - Ludzie to nie konie, Cassidy! Aż tak głupi nie jestem! - Nieważne. Nie wierz we wszystko, co mówią ludzie. To oni są głupi. Przyklęknęła przy nim. Pociągnął głośno nosem. Miał czerwone oczy i cały czas mrugał, ale nie płakał. Już dawno temu nauczył się skrywać emocje. - Opowiedz mi o Brigu. Dlaczego był tam z Chase’em? Willie potrząsnął głową. - Nie wiem. - Ale go widziałeś? - Ja... byłem w szopie. - Z trudem przełknął ślinę. - Widziałem Chase’a i jakiegoś mężczyznę. - Briga? Potarł mocno nos, jakby ten ruch pomagał mu się skoncentrować. Pisnął. - Było ciemno. - Ale go widziałeś. Willie przestał się ruszać i myślał. - Co tam robiłeś? - Patrzyłem. - Na co? - Nie wiem. - Odwrócił się do niej twarzą. - Zawsze patrzę. Patrzę na ciebie. Na Chase’a. Patrzyłem na Angie. - Wstał, oparł się o pień drzewa i wskazał ręką w górę na najniższe gałęzie starego konaru. - Widzisz? To też widziałem. - Co? - Zmrużyła oczy w słońcu. Gałęzie kołysały się na wietrze. Cienie igrały na ziemi. Oczy Cassidy powoli oswoiły się ze światłem. Zobaczyła serce wyryte na pniu drzewa. W sercu wyżłobione było imię Angie. Cassidy przypomniała sobie, że pod tym drzewem rozmawiała z Brigiem, a on bawił się kozikiem. Z kołaczącym sercem zastanawiała się, czy to on wyrył imię jej siostry na pniu. - Nie wiedziałaś, że to tutaj jest, co? - Nie. Nigdy tego nie zauważyłam. - Bo nie patrzyłaś. - Co jeszcze widziałeś, Willie? Patrzył na nią nieruchomymi, błękitnymi oczami. Uśmiechnął się. Cassidy poczuła, że zerwał się wiatr. - Wszystko. Odwrócił się i ruszył w kierunku stajni. - Wszystko widziałem. Przez resztę popołudnia Cassidy pracowała nad artykułem. Pół tego czasu zajęło jej spławianie Billa Laszlo, który kilka razy dzwonił do niej do domu i dwa razy przygwoździł ją w redakcji. Teraz znowu ją dręczył. - Bez komentarza mi nie wystarczy - ostrzegł. - Nie mam nic więcej do powiedzenia. - Mimo że nasz nieznajomy przyjaciel umarł? - Przysiadł na brzegu jej biurka. - Przykro mi, że nie żyje. - Twój mąż nic nie powiedział. - Prawie nie może mówić. Ma szczękę w drutach.
synka. Wtedy ten drugi pchnął mnie w plecy nożem i obaj uciekli. Od
przypadkowego kontaktu fizycznego z Gallagherem.
Próbowała myśleć: wartownik? Czujka bandytów? Jeżeli tak
Rip.
- Jeden dzień. Mieli wrócić wczoraj wieczorem, ale nie pojawili
Najnowsze wiadomości dotyczące pandemii koronawirus we Francji

ROZDZIAŁ DWUNASTY

To on miał samolot. Ale ja go nigdy nie widziałam ani nie słyszałam,
- Źle.
Czerwony Krzyż, tam ją przy okazji badają.
personel i zarządzanie

Guadalupe tej samej nocy, kiedy on wiózł młodą Sisk drogą do nieba.

Jakże papa byłby szczęśliwy, gdyby mógł to zobaczyć! —
- Trudno, świetnie. Mjenat to miejsce o fascynującej historii. W innych okolicznościach cieszyłabym się z wycieczki, zwłaszcza w świetle twojego projektu odtworzenia wiszących ogrodów.
to wykluczone.
Sprawdź zachorowalność na koronawirus w Niemczech

Był niskim żylastym mężczyzną w nieokreślonym wieku (gdzieś

słowami, które nie mają nic wspólnego z włoską
ogarnęła fala wątpliwości. Kolejny raz spytała córkę, czy się źle
Mieszkanie Kat bez niej wydawało się obcym terytorium.
easyfinance offer legitimate payday lenders online awesome company services